-Mamo nie bój się jutro wyśle wam pieniądze, obiecuje-odpowiadam bez powitania. Przeraża mnie wizja wychudzonej Wal i znów spóźniającej się z opłatą za przedszkole Dan. Mam ochotę zabić tego idiotę, który zrobił dziecko mojej siostrze, naobiecywał chuj wie czego, a miesiąc przed urodzeniem Amira wyjechał za pracą. On chyba na oczy pracy nie widział. Rzeczywiście pojechał gdzieś do Norwegii, ale po tygodniu zmienił numer, pousuwał wszystkie swoje konta na portalach społecznościowych. Najnormalniej w świecie uciekł sukinsyn.
-Synku?-słyszę głos mojej matki.
-Coś dzieje się z telefonem. Nie słyszałem cię-kłamię-Możesz powtórzyć?
-Nie chodzi mi o pieniądze. Jane dzwoniła do mnie, że przez ostatni tydzień byłeś tylko kilka godzin na uczelni-wzdycha. Jane-typowa baba kabel. Tak czy siak jestem jej wdzięczny za to, że przyjęła mnie do swojego mieszkania i znosi wszystkie moje wybryki.
Pani Lola to najlepsza przyjaciółka mojej mamy. Wyjechała do Ameryki dwa lata przede mną.
-Musiałem zarobić mamo! Muszę dorzucić się do rachunków, wysłać wam większość na życie, a w sobotę są urodziny mojej przyjaciółki-jęczę. Jestem jedynym synem Trishy. Mój ojciec to skończony idiota, ale o tym później. Pracuję w zwykłej restauracji jako kelner/barman, a dorabiam w warsztacie ojca mojego kumpla. Dorzucę Lolicie kilka stów na miesiąc, sobie zostawię coś na życie, a resztę wyślę rodzinie. Jesteśmy jedyni z tych biednych. Mama przez swoje problemy z psychiką nie została przyjęta do żadnej pracy. Wal jest za młoda by gdziekolwiek pracować, ona ma się uczyć. Zaś Dan zajmuje się Amirem. Moim trzy letnim siostrzeńcem.
-Ty masz się uczuć!
Wywracam oczami przed moją odpowiedzią.
-A wy macie głodować? Jakoś nie podoba mi się ten scenariusz. A już na pewno mniej niż moje gówno warte studia-kpię-Pieniądze dojdą przed czwartkiem-rozłączam się.
Wykończony jedynie ściągam swoje zepsute trampki i kładę się twarzą w poduszki.
-Co do kurwy?-mamroczę słysząc lekkie pukanie do drzwi.
-Zjesz kolacje?-słyszę głos Jane.
-Nie! Jadłem u kumpla!-odkrzykuje i znów kładę głowę w poduszkach.
-Jeśli coś to jedzenie będzie w mikrofali!
-Pozwolisz mi iść spać?!
-Dobra, dobranoc-słyszę jak odchodzi.
-Niektóre laski są spoko, ale ta cała Nadz... coś tam jest naprawdę spierdolona-warczę i odpalam papierosa.
-Nadzieja-prostuje Nelson-I to moja kuzynka. Także ten to nie ona jest spierdolona, ty jesteś spierdolony Malik-dodaje po czym wyciąga z moich ust papierosa i sama wkłada go między wargi.
-Róża ty każdego faceta uważasz za spierdolonego-prycham-Feministka-daje jej kuksańca w bok.
-Uwierz nie wszystkich-dosiada się do nas Ashley-Was jeszcze znosi-chichocze i odpala papierosa.
-Wierze-śmieje się unosząc ręce do góry. To dziwne, że zawsze byłem nietolerancyjny, a kiedy spotkałem te dwie walnięte lesbijki czy jak one uważają "biseksualistki" nie mam nic przeciwko temu.
-Nadzieja chodź tu!-słyszę to okropne imię i uderzam się z otwartej dłoni w moje czoło. Naprawdę jeszcze nigdy nikogo nie darzyłem taką nie sympatią.
-Cześć wszystkim-siada obok mnie, a ja od razu wstaje.
-Mam coś do załatwienia-odchodzę kawałek i wyciągam telefon-Lolita czekaj przed dziedzińcem-rozkazuje,
-Od dziś chcesz mi rozkazywać?-pyta i już wiem, że wywraca oczami.
-Stul twarz, bo mam zły dzień!
-A pieniądze?
-Japierdole ile razy mam ci mówić, że będą za tydzień? To, że ty masz w chuj bogatych rodziców nie oznacza, że każdy ich ma...
-Dobra rozumiem! Czekam-rozłączyła się-Czego chciałeś?-pyta kiedy do niej podchodzę.
-Masz auto?
-Prawdopodobnie tak, a czego chcesz?
-Pożyczam!
-A może by tak "proszę"?!-warczy kiedy wyrywam jej kluczyki z ręki.
-Znasz mnie od liceum, a jeszcze nie nauczyłaś się, że nie używam tych słów?-odwracam się w jej stronę.
-Wieczorem moi starzy wyjeżdżają-mruga do mnie okiem, a ja kręcę przecząco głową.
-Jestem u Danny'ego! Ma urodziny i uwaga-przerywam-Ty nie jesteś zaproszona!
Rzucam swoją torbę na puste miejsce obok mnie i kieruję się do domu studentów. Modlę się w duchu, żeby na imprezie nie było tej zasranej kuzynki Rose. Jeździłem tym autem tyle razy, że chyba znam je lepiej niż Lolita.
Pod wielkim murowanym budynkiem stoi jak zwykle dużo aut, a muzykę słychać jakieś dwie przecznice dalej. Zatrzaskuje drzwi od auta i kieruje w stronę drzwi.
-Malik jest na sali dziwki!-wydzieram się i chwytam w dłoń czerwony kubek z piwem-Jak miło cię widzieć Hope-wywracam oczami na widok dziewczyny ubranej jakby całe życie miała żyć w celibacie. Musztardowa sukienka za kolano zakrywa jej dość zgrabne nogi, brak jej dekoltu, a rękawy sięgają do łokci. Dam sobie rękę uciąć, że nikt poza kujonowatym bratem Danny'ego nie zwrócił na nią uwagi. Jest ładna i atrakcyjna, ale jej przesłodzone zachowanie wywołuje u mnie mdłości.
-Możesz skończyć Malik?-Róża ciągnie mnie na bok.
-Bo co?-podnoszę brew ku górze.
-Bo jest tu nowa, a ty od razu ją nienawidzisz, dlaczego?
-Nienawidzę takich przesłodzonych idiotek, Nelson-jęczę bawiąc się kubkiem.
-Jeśli ona jest przesłodzona to powiedz mi jaka była Juls?-na wspomnienie Juliet mocno zaciskam wargi.
-Ona była inna okay? Zmieniła się...
-To do jasnej anieli daj szanse Nadziei!
Notka:
Japitolsze ile mnie tu nie było!
Rozdział w całości napisałam w 3 godziny! Iluminati xDD
Nie będę się rozpisywać, więc do następnego rozdziału.
+Powiedzcie mi czy podoba wam się takie pisanie z perspektywy Zayna?